Egipt

Ostatnie domostwo faraonów

 „Człowiek boi się czasu. Jednak czas boi się piramid.” To arabskie przysłowie dokładnie oddaje uczucie, jakie wywołuje widok piramid w Gizie.

Z opisywanych przez greckiego historyka Herodota siedmiu cudów świata piramidy w Gizie są jedynymi, które przetrwały do dziś. Znajdują się w odległości około 12 km od milionowej metropolii, jaką jest Kair. W miejscu, gdzie zaczyna się Pustynia Libijska, wznoszą się gigantyczne grobowce faraonów – jeden obok drugiego. Piramidy przez wieki były świadkami historii, a dziś opowiadają nam o minionych dziejach.

Piramida Cheopsa, największa spośród wszystkich 80 egipskich piramid, do czasu budowy wieży Eiffla w 1889 roku stanowiła najwyższą budowlę w historii ludzkości – przez 4500 lat. Pierwotnie liczyła sobie około 146 m wysokości i zbudowana została na podstawie kwadratu o boku 230 m. Jej objętość wynosi około 2,5 mln. metrów sześciennych. Mniej więcej taka sama liczba kamiennych bloków była potrzebna do zbudowania największego spośród wszystkich grobowców. Niektóre kamienne sześciany, z których wszystkie wzniesione zostały ludzką ręką, ważą do 15 ton.

Istnieje wiele teorii na temat sposobu, w jaki budowniczy układali bloki jeden na drugim. Pewne jest, iż Egipcjanie nadrabiali brak środków pomocniczych zwiększonym nakładem czasu i pracy fizycznej: ponad 100.000 mężczyzn przez 20 lat wykonywało najcięższą pracę w ekstremalnych warunkach. Nasuwa się przypuszczenie, iż Cheops był tyranem, który uczynił z całego narodu niewolników, aby wybudować sobie wieczne domostwo. Z drugiej strony dla Egipcjan praca przy budowie piramid rzekomo była zaszczytem i obowiązkiem religijnym. Ponadto wedle doniesień naukowców prace przy budowie trwały zaledwie przez cztery miesiące w roku – w okresie, w których Nil wylewał na pola uprawne i uniemożliwiał jakąkolwiek pracę na roli.

Tylko jedna legenda stoi w opozycji do dotychczasowych ustaleń: głosi ona, iż w rzeczywistości zadziwiające budowle wzniesione zostały przez istoty pozaziemskie. Owa legenda zapewne powstała dlatego, iż już w starożytności Egipcjanie byli tak biegłymi astronomami jakimi my jesteśmy dzisiaj. Patrząc z góry można stwierdzić, iż położenie trzech piramid w Gizie odpowiada gwiezdnej konstelacji Pasu Oriona. Owa konstelacja była symbolem egipskiego boga śmierci, Ozyrysa. Starożytni Egipcjanie wierzyli, iż dusza faraona poprzez Pas Oriona trafi do królestwa umarłych.

Egipcjanie wierzyli w reinkarnację i nieśmiertelność. Dlatego też faraonowie wybudowali dla siebie całe miasta z myślą o życiu po śmierci: w strefie każdej piramidy znajduje się dolina świątyń, rampa, świątynia służąca pochówkowi, wiele małych piramid, groby żon i bliskich krewnych faraona oraz Mastabas – groby kapłanów i polityków. Jednoznaczna hierarchia egipskiego społeczeństwa odwzorowana jest więc w architekturze miasta umarłych.

Kształt piramid ma symbolizować promienie słoneczne padające na ziemię. Wszystkie grobowce wybudowano na zachodnim brzegu Nilu, w kierunku zachodzącego słońca. Boki usytuowane zostały wedle czterech punktów namiarowych kompasu – dzięki temu cień piramidy z chronometryczną precyzją odzwierciedla cztery pory roku. To może oznaczać, iż Egipcjanie już wtedy zdawali sobie sprawę z kształtu i rozmiarów kuli ziemskiej. Niestety, dotychczas nie udało się tego udowodnić.

 

Koniecznie zobacz … feluki

Feluki to inaczej eleganckie egipskie żaglowce. Majestatycznie suną wzdłuż Nilu mijając urodzajne pola, gdzie – jak za czasów faraonów – uprawia się bawełnę, zboże i trzcinę cukrową. Osły, bawoły wodne i wielbłądy ciągną za sobą pługi i napędzają koła wodne. Płynące w spokojnym i równym tempie feluki symbolizować mogą pełne rozleniwienia egipskie podejście do życia: „Insha'allah, bukra, malesh!“ Tak zwana formułka „IBM” stanowi wyraz typowo egipskiej mentalności i oznacza tyle co: „No cóż, może uda się jutro, jeśli Bóg zechce”. A feluki wciąż płyną dalej wzdłuż Nilu, szlakiem pięknych zakątków kraju.

 

Turystyczny raj nad Morzem Czerwonym

Piękniejsze od świata zewnętrznego: Al-Dżuna to sztucznie stworzone eldorado dla urlopowiczów

 „Al-Dżuna “ to odpowiednik Disneylandu nad Morzem Czerwonym: w owym miasteczku położonym 20 km na północ od Hurghady styl nubijski miesza się ze śródziemnomorskim, a budynki noszą ślady architektury jemeńskiej i weneckiej. 

Al-Dżuna to miasto stworzone w sztuczny sposób, inscenizacja. Zbudowane na przestrzeni 12 lat przez arabskiego bogacza Samih Sawirisa, położone między górami i lazurową wodą Morza Czerwonego, tworzy odrębny świat.

Wszystko z lotniskiem włącznie

Nazwa zielonego miasta pochodzi od słowa gouna, oznaczającego lagunę. Al -Dżuna ciągnie się wzdłuż licznych lagun i dróg wodnych, które zachęcają do przejażdżki łodzią i długich przechadzek. Centrum miejscowości zdominowane jest przez nowoczesne hotele, w których goście z okien pokoju podziwiać mogą wspaniały widok hotelowych ogrodów i leżącego za nimi morza.

Al – Dżuna jest przy tym dobrym miejscem zarówno dla sportowców, jak i dla poszukujących relaksu: każdy może tu nurkować, żeglować czy uprawiać surfing. Ponadto miasto posiada własne lotnisko, port jachtowy i akwarium morskie. Po południu urlopowicze przechadzają się po okazałych centrach handlowych, a wieczorem relaksują się w eleganckich restauracjach i knajpkach. Kiedy nastaje noc, otwierane są najmodniejsze dyskoteki i kluby nocne nad Morzem Czerwonym.

Podróż w czasie w Dolinie Królów

Rejs luksusowym promem od Assuanu do Luksoru to podróż szlakiem historycznych miejsc i imponujących budowli.

Kto choć raz usiadł na tym tarasie, już zawsze będzie chciał tu wrócić. Na horyzoncie zachodzące słońce zanurza się w Nilu, a mgła niczym welon otula wolno płynąca wodę. W tym właśnie miejscu, w Old Cataract Hotel w Assuanie, Agata Christie obmyślała koncepcję powieści „Śmierć na Nilu“. Tutaj także zaczyna się podróż, która ma nas zaprowadzić do Doliny Królów.

Trasa wiedzie od Assuanu do Luksoru i liczy sobie 210 km. Rejs będzie trwać pięć dni, mimo iż luksusowy statek przemierzyłby odcinek w górę Nilu w dwa dni – jednak wzdłuż trasy leży zbyt wiele skarbów i zabytków, aby można je było pominąć.

Pływające restauracje

Jednak Assuan chce nas zatrzymać przy sobie: najbardziej słoneczne egipskie miasto majestatycznie wznosi się w najpiękniejszym miejscu nad Nilem, a życie toczy się tu wolno i spokojnie. Żaglówki płyną w stronę horyzontu, a w pływających restauracjach świeże ryby przyrządzane są przy dźwiękach muzyki nubijskiej. Souk, czyli lokalny bazar (nie będzie to ostatni na naszej trasie) odurza wszystkie zmysły – tak kolorowe są tu przyprawy i tak upojnie pachną perfumy.

Dlatego ciężko jest opuścić to miejsce, nawet jeśli rejs rozpoczyna się powoli: inny statek ma właśnie pierwszeństwo przy przekraczaniu śluzy w Esnie, przez którą jednocześnie mogą przepłynąć tylko dwa statki – każdy w inna stronę. W powietrzu czuć zapach diesla, kilku pasażerów narzeka. Agata Christie zapewne stwierdziłaby, iż Nil stracił nieco z dawnego melancholijnego uroku. Dziś 260 statków przepływa w obie strony, co sprawia, iż czasem konieczny jest postój. Dlatego też zarządzono i rozpoczęto prace nad budową większej śluzy w Esnie.

Niemieccy organizatorzy wycieczek, podobnie jak lokalne władze, najwyraźniej dobrze wiedzą, jak z postoju uczynić rozrywkę: organizowane są „egipskie noce” , dzięki którym podróżni zapominają, iż zamiast stania w miejscu pragną jechać dalej. Na pokładzie odbywają się pokazy tańca brzucha, podawane są drinki. Do promu podpływają kupcy na małych drewnianych łódkach i oferują galabije – tradycyjne luźne szaty noszone przez mężczyzn. Dzięki temu wieczór mija szybko, niektórzy zaczynają nawet tańczyć; zanim ktokolwiek zdąży się obejrzeć, statek już rusza dalej.

Domy z rzecznego mułu

Zaczyna się podróż szlakiem fascynujących zabytków starożytnego Egiptu – podróż przez jeden z najpiękniejszych regionów Afryki. Na trasie leżą trzy archeologiczne atrakcje – świątynie w Esnie, Edfu i Kom Ombo. Nad domami górują meczety, budynki pokryte są cegłami w kolorze karmelu – przewodnik mówi, iż zostały one wypalone z mułu rzecznego. Nad brzegiem rosną palmy daktylowe i trzcina cukrowa. Rolnicy poganiają przed sobą stada kóz. W bezpiecznej odległości kąpią się dzieci. Nil bez wątpienia jest sercem Egiptu – bez niego ów kraj nie istniałby, albo byłby o wiele uboższy.

Bez Nilu Egipcjanie nie byliby w stanie wybudować majestatycznego kompleksu w Kom Ombo – być może nawet nigdy nie wpadliby na podobny pomysł. Świątynia poświęcona jest dwóm bogom: Horusowi, który występował pod postacią sokoła i Sobkowi, który przybierał kształt krokodyla. Z szacunkiem zbliżamy się do celu. Droga jest uciążliwa, gdyż Kom Ombo znajduje się na wysokiej wydmie. Ale niezliczone reliefy na ścianach świątyni wynagradzają nam każdy krok – ogromne płaskorzeźby przedstawiają życie i wysoko rozwiniętą kulturę starożytnego Egiptu.

Niecałe sto kilometrów w górę Nilu, w Edfu, można przekonać się jak ważny dla Egipcjan był sokół. Także tutaj znajduje się świątynia Horusa. Pylon przy wejściu wznosi się na wysokość 36 metrów, a przed wąską bramą czuwają dwa kamienne sokoły. Wewnątrz jest ciemno, światło prawie nie dociera do środka. Przewodnik mówi, iż żadna inna świątynia w Egipcie nie zachowała się w tak dobrym stanie.

W odwiedzinach u ukochanej Ramzesa

Im dalej statek kieruje się w dół Nilu, na południe, tym bardziej przejrzysta staje się woda. Minęły cztery dni, za nami liczne imprezy i zabawy na pokładzie – wieczorami goście przywdziewali galabije, za dnia prezentowali piękną opaleniznę. Kiedy piątego dnia na horyzoncie pojawia się pasmo górskie w Tebach, słońce świeci nadal.

W południe statek dociera do Luksoru. Obraz ulicy zdominowany jest przez sklepiki pamiątkarskie. Zachęcają nas do obejrzenia Doliny Królów, największego na świecie muzeum pod gołym niebem, które stanowi ukoronowanie naszej wycieczki.

Ozdobione barwnymi hieroglifami grobowce ukryte są głęboko wewnątrz góry. Przewodnik twierdzi, iż na obejrzenie wszystkiego należałoby przeznaczyć kilka dni. Których niestety nie mamy. Lecz kto nie zdoła obejrzeć każdego z 60 wspaniałych grobów w Dolnie Królów, powinien odwiedzić Dolinę Królowych – grób Nefretete jest najbardziej okazały ze wszystkich. Kto pragnie wejść do środka i odwiedzić ukochaną Ramzesa, powinien się jednak pospieszyć – w celu utrzymania odpowiednio niskiego poziomu wilgotności powietrza dziennie wpuszczanych jest tylko 150 odwiedzających.