![]() |
Azja
Kraj nieznanych możliwości
W Kuala Lumpur stoją najwyższe bliźniacze wieże na świecie. Malezja to kraj różnorodności i kontrastów, który kusi fascynującymi miastami i słonecznymi plażami.
Ogromne Petronas Towers w Kuala Lumpur do niedawna uznawane były za najwyższe budowle świata, jednak ostatnio zostały zdetronizowane przez niewiele wyższą 101 Tower w Taipei. Mimo to największe drapacze chmur w malezyjskiej stolicy stanowią imponujący symbol kraju, który u nas wciąż jest stosunkowo mało popularnym miejscem urlopowym.
Petronas Towers wyrastają z ziemi na wysokość 452 m (nie licząc anten umieszczonych na dachu) i są najwyższymi bliźniaczymi wieżami na świecie. To miejsce, w którym przeszłość i tradycja stykają się z nowoczesnością – dekoracyjne arabeski zdobiące ściany bocznych pawilonów przypominają o islamskich korzeniach Malezji, natomiast wieże w kształcie gwiazd symbolizują dalekosiężne aspiracje „azjatyckiego tygrysa” i dążenie kraju do wielkości, bogactwa i udziałów w rynku światowym.
Malezja wyrabia sobie markę również na rynku turystycznym, mimo iż wielu osobom ów kraj nie kojarzy się z miejscem urlopowym. Zdecydowanie warto poznać ten barwny kraj pełen kontrastów i rajskich plaż. Malezja to jedno z piękniejszych miejsc w całej Azji. Słoneczne wybrzeże, zachwycające wyspy, urozmaicona fauna i flora, lasy tropikalne i imponujące góry stanowią walory, którym nie sposób się oprzeć.
Należy również wspomnieć o przysłowiowej uprzejmości Malezyjczyków, a także o niebywale korzystnych cenach. Żelazną regułą jest, iż wszystko jest tu dużo tańsze, a robiąc zakupy w Kuala Lumpur otrzymamy w cenie 1 Euro towar, za który w Europie zapłacilibyśmy 1,40 €. Polecamy nasze oferty wyjazdów do kraju nieznanych możliwości !
Koniecznie poznaj ... lotnisko Changi Airport
Podróżni lecący do Singapuru już w samolocie cieszą się na myśl o lądowaniu na lotnisku Changi. Kto choć raz odwiedził to miejsce, niechętnie je opuszcza. Galerie handlowe są tu zaopatrzone lepiej niż niejedno centrum miasta, toalety są wygodne jak nigdzie na świecie, liczne ekskluzywne restauracje i bary zapraszają na odpoczynek. Chodniki na singapurskim lotnisku to jedna wielka ruchoma taśma, dzięki której odwiedzający bez wysiłku przemieszczają się od jednaj atrakcji do kolejnej.
Niepowtarzalne miasto
Brytyjski jak Londyn, stylowy jak Mediolan a przy tym jedyny w swoim rodzaju: Singapur to brama do innego świata.
Na pierwszy rzut oka Singapur może wydawać się niezrozumiały. Czysta zielona wyspa stanowi mały błyszczący punkcik w cieśninie Malakka. Tabliczki z angielskimi nazwami ulic i śnieżnobiałe fasady okazałych budowli kolonialnych skutecznie maskują azjatyckie oblicze miejsca. Singapur nie wygląda i nie pachnie jak Azja. Nawet w godzinach szczytu nie ma tu unoszącej się nad ulicami chmury spalin. Z marmurowo-szklanych pałaców przy Orchard Road zamiast ostrej woni curry, chilli czy imbiru wieje jedynie chłodny podmuch klimatyzacji.
Imponujący bulwar o długości 3 km otoczony jest centrami handlowymi. Każde z nich kryje w swoim wnętrzu niezliczone sklepy i restauracje typu fast-food. Oferta jest niezwykle szeroka, znajdują się tu zarówno sklepy z zabawkami jak i salony światowych projektantów – Armaniego, Gucci czy Prady. Idealny urlop w rozumieniu Singapurczyka to bynajmniej nie leniwy dzień nad plaży, ale długie godziny spędzone w galeriach przy Orchard Road. Dziewczyny niczym lalki Barbie prezentują światu swe markowe ciuchy od ekskluzywnych projektantów. Między Seven-Eleven a Burger Kingiem amerykańscy biznesmeni czują się jak u siebie w domu. Natomiast zmęczeni zwiedzaniem turyści nabierają sił w Hard Rock Cafe.
Bardziej monumentalnie niż w Ameryce
"Orchard Road jest wspaniała", zachwyca się Brytyjka Laura Meyers, która w tygodniu pracuje w angielskim banku mieszczącym się w dzielnicy biurowców – Business District. Teraz Laura odpoczywa przed lokalem Häagen Dasz, gdzie rozkoszuje się orzeźwiającym smakiem lodów. Jest 35 stopni w cieniu, a obok stolika stoją liczne torby z zakupami. „Nie zdziwiłabym się, gdyby niebawem i ulicę pokryto dachem oraz zainstalowano tu klimatyzację”, twierdzi Laura.
Orchard Road jest monumentalna nawet jak na amerykańskie standardy, jednak w Singapurze jest to jak najbardziej na miejscu. Zamiłowanie do dobrego jedzenia, kupowania i handlowania to wspólna cecha Chińczyków, Hindusów i Malezyjczyków – Orchard Road w pełni zaspakaja ich potrzeby. W malezyjskiej dzielnicy Arab Street liczne sklepy oferują tkaniny i batikowane chusty, a restauracje gotują zgodnie z zasadami islamu. W Little India z głośników wydobywa się muzyka hinduskich filmów, a hinduscy krawcy stoją przed swymi zakładami oczekując na klientów. "Where are you from?", pyta Michael Sing.
Garnitury dla VIPów
Michael szybko przegląda swój zbiór wizytówek, aby pochwalić się, dla jakich osobistości niemieckich miał okazję szyć garnitury. Wyciąga wizytówkę bawarskiego deputowanego i prezesa dużej korporacji ubezpieczeniowej. "Read this!", domaga się Sing i wymachuje listem referencyjnym napisanym po niemiecku. „Pan Sing posiada dar nawiązywania kontaktu nawet z osobami, które nie miały zamiaru nic kupować”- tak napisał bawarski deputowany. Sing triumfalnie zerka znad listu i ćwiczy swój niemiecki: "You want Anzug? I can make Hemd first and when you are happy you come back and I make Anzug for you."
Singapur, niegdysiejsze gniazdo piratów, przeszedł sporą metamorfozę i z ospałej brytyjskiej kolonii stał się milionową metropolią. Motorem rozwoju od zawsze był tutaj handel, gdyż smykałkę do interesów Singapurczycy mają we krwi. Widać to także dziś: kiedy na początku lat 90tych odnawiano ekskluzywny kolonialny hotel Raffles, dobudowano specjalny pawilon, w którym obecnie mieści się mała galeria handlowa.
Ulica czynna do drugiej w nocy
Singapur to nie tylko miasto kupców, ale i kucharzy. W stolicy kuchni fusion standardowa formułka pozdrowienia nie brzmi „Jak się masz?”, lecz „Jadłeś już dzisiaj?”. Malezyjscy, hinduscy i chińscy kucharze ostro rywalizują z Francuzami i Włochami. L´Aigle d´Or oferuje kuchnię rodem z Paryża, podczas gdy Club Chinois serwuje gościom dziesięciodaniowe menu. W Chatterbox gotują słynni chińscy kucharze, a Apollo Banana Lear w dzielnicy Little India proponuje pikantną potrawę z rybich głów, obficie przyprawioną curry. Jest to najbardziej popularne hinduskie danie w mieście, które powstało w Singapurze pod wpływem hinduskich imigrantów.
Wieczorem warto przenieść się na Muhamed Sultan Road, gdzie w modnych klubach zabawa trwa do drugiej w nocy – potem ulica jest zamykana. Bary są czyste i zmieniają się w równie szybkim tempie jak całe miasto: na podłodze nie ma niedopałków papierosów, dekoracja zmieniana jest co kilka tygodni.
Singapur nie lubi porównań, lecz skojarzenia nasuwają się same – brytyjski jak Londyn, stylowy jak Mediolan, przedsiębiorczy jak Hamburg. Singapur to postmodernistyczne Bizancjum, pomost między Wschodem i Zachodem, między Chińską Republiką Ludową a Stanami Zjednoczonymi. Milionowa metropolia podąża za trendami, lecz także szuka swych korzeni. Co roku odnotowywane są tutaj rekordowe liczby odwiedzających.
Na przestrzeni ubiegłych lat stare dzielnice musiały ustąpić miejsca ultranowoczesnym drapaczom chmur. Dziś pozostałe zabytkowe domy i świątynie są pieczołowicie restaurowane. Uliczni kucharze – tzw. hawkers – których nie brak w żadnym mieście Azji południowo-wschodniej, niegdyś zostali wypędzeni z ulic Singapuru. Oficjalnym uzasadnieniem były względy higieniczne. Dziś znów mogą sprzedawać swoje Nasi Goreng przyrządzane w mobilnych minikuchniach. Singapur pokazuje swe ludzkie oblicze.
Podczas gdy w sąsiedniej Indonezji i Malezji uzbrojone patrole policji są stałym elementem miejskiego krajobrazu, w Singapurze po ulicach nie przechadzają się nawet policjantki. „Czemu policja miałaby patrolować ulice?”, pyta przewodniczka Wee Tee i dodaje: „U nas i tak wszyscy przestrzegają prawa.”
Marzenia z baśni 1001 nocy
Odwiedzić Dubaj to nie wszystko – godne polecenia jest również Abu Dhabi. Obydwa emiraty mają wspólną cechę: nigdzie na świecie nie celebruje się luksusu tak jak tutaj.
Dubaj to brylant lśniący pośrodku pustyni; emirat, który wykracza poza granice czasu i przestrzeni. Tu stoi najwyższa budowla Bliskiego Wschodu, tu autostrady są oświetlone na całym odcinku, tu sztuczne wysepki imitują kulę ziemską, tu niebawem powstanie pierwsze pustynne metro świata. W Dubaju możliwe jest wszystko – tak brzmi motto, jakie przyświeca rozwojowi miasta.
Rocznie do Dubaju przyjeżdża 6 mln turystów, a co czwarty z nich to Europejczyk. Liczbę Niemców, którzy po sześciogodzinnym locie lądują na miejscu, ocenia się na 250.000 w skali roku. Ich dewiza przeważnie brzmi „stop and shop”. Dziewięciu na dziesięciu niemieckich turystów nocuje w cztero- lub pięciogwiazdkowych hotelach, a ich pobyt nie przekracza średnio pięciu dni. Goście odwiedzają słynny Złoty Rynek i próbują arabskich specjałów w trakcie nocnych biesiad na pustyni.
Rząd Dubaju pragnie zintensyfikować ruch turystyczny i do 2018 roku zwiększyć liczbę odwiedzających do 60 mln rocznie. Planuje się poszerzenie oferty adresowanej do osób młodych oraz rodzin, preferujących tańsze, dwu- lub trzygwiazdkowe hotele. Dubaj nie stanie się krajem tanich wakacji, ale i tu znajdą się doskonałe hotele o nieco niższym standardzie i przystępniejszych cenach. Eksperci zajmujący się promocją Dubaju zapewniają, iż poziom oferowanych usług jest tak wysoki, że do każdej gwiazdki w katalogowym opisie hotelu można doliczyć kolejną.
Spójność przekazu marketingowego – „Dubaj – królestwo niezapomnianych wrażeń“ – ma przy tym zostać zachowana. Dlatego także ci, którym podziwianie arabskiego przepychu nie wystarcza, mogą liczyć na szeroki wachlarz atrakcji. Możliwości jest wiele: szkoły nurkowania i kursy podwodnego łowienia ryb, ornitologiczne punkty obserwacyjne lub najstarsze zoo na Półwyspie Arabskim.
Goście pragnący w pełni zasmakować kulturowej różnorodności Emiratów Arabskich powinni udać się dalej – przede wszystkim do Abu Dhabi. Historia Abu Dhabi liczy sobie przeszło 5000 lat i sięga czasów, gdy osiedlili się tu pierwsi Beduini. Jednocześnie Abu Dhabi to ultranowoczesna metropolia, gdzie budowane są oszałamiające drapacze chmur oraz najwspanialsze hotele na świecie.
Spać niczym arabski szejk…
…można w najbardziej ekskluzywnym hotelu Abu Dhabi, Emirates Palace. Albo w najmodniejszem hotelu plażowym w całych Emiratach - Hilton Jumeirah Dubai. Albo w Ritz Carlton Dubai, niezwykle luksusowym hotelu o najwyższym standardzie.
