![]() |
Grecja
W gościnie u Hipokratesa
Tutaj już starożytni Grecy bawili się do upadłego. Dziś na wybrzeże wyspy Kos podróżują turyści z całej Europy. Odnajdują tu knajpki, świątynie i odpowiedź na pytanie: czy drzewa mogą przetrwać zamki i twierdze?
Wyspa położona jest u wrót Azji Mniejszej; w miejscu, gdzie stykają się ze sobą różne kręgi kulturowe. Fascynujące miejsce dla miłośników wakacyjnego zestawu „słońce, piasek i morze”, którzy jednocześnie podtrzymują w sobie głód wiedzy i pragną podążać śladami greckich myślicieli i mistrzów architektury. Kos leży w odległości zaledwie czterech kilometrów od tureckiego wybrzeża. Bezpieczeństwa 27.000 mieszkańców wyspy strzeże 5.000 żołnierzy. Lecz wyspiarze i tak potrafią dostosować się do każdej sytuacji – do 1912 roku Kos była częścią Imperium Osmańskiego. Dziś natomiast małym skrawkiem lądu bez reszty zawładnęli niemieccy i angielscy turyści, którzy pragną dobrej zabawy.
Imprezowe zagłębie i pusty platan
Niezbyt duża, o smukłym kształcie – tak wygląda Kos widziana z lotu ptaka. Wyspa rozciąga się na długość 51 km i ma zaledwie 290 km2 powierzchni, tym samym jest więc pięć razy mniejsza od Rodos. Na dokładniejsze poznanie Kos wystarczy 14 dni.
Punktem wyjścia naszej podróży po wyspie może być tylko stolica – położone na wschodnim wybrzeżu miasto Kos, zamieszkałe przez 16.000 osób. Miejsce to jest mekką imprezowiczów wszelakiej maści – zabawa trwa tu do upadłego.
Jednak menedżerowie branży turystycznej nie chcą podtrzymywać wizerunku wyspy jako „egejskiej Majorki”. Wolą podkreślać, iż we wschodniej części Kos w 460 r. p.n.e. urodził się Hipokrates, najsłynniejszy lekarz antyku. Ponoć w centrum miasta posadził on platan, w którego cieniu przekazywał swoim uczniom cenną wiedzę. Drzewo stoi tu do dziś, jednak stanowi już tylko łamliwy szkielet – we wnętrzu platan Hipokratesa jest bowiem całkowicie pusty.
Styl grecki, rzymski … a może turecki?
Stąd jest już tylko kilka kroków do portu i zamku Neratzia, twierdzy joannitów pochodzącej z XIV w. Wewnątrz przechowywane są fragmenty antycznych budowli. Dla mieszkających tu niegdyś rycerzy zamek nie pełnił funkcji obronnej skierowanej przeciwko Imperium Osmańskiemu – już w 1523 roku, dziewięć lat po ukończeniu budowy zewnętrznego pasma obronnego, wyspa Kos przeszła pod panowanie tureckie.
Kto opuści leżącą na południe od portu Madraki dzielnicę handlową i uda się na zachód, napotka liczne wykopaliska i antyczne budowle. Takie jak Odeon – mały rzymski amfiteatr składający się z piętnastu rzędów, Casa Romana – dobrze zachowaną, częściowo zrekonstruowaną rzymską willę z trzema wewnętrznymi dziedzińcami, Świątynię Dionizosa, Nimfajon – starożytne fontanny, czy też Gimnazjon – antyczny przybytek kultury fizycznej. Na zwiedzanie należy poświęcić parę godzin.
Skuterem po serpentynach
Następnie udajemy się w głąb wyspy. Jak w pozostałych częściach Grecji odpowiednim środkiem transportu jest tu skuter. Naszym pierwszym celem jest oczywiście Asklepiejon, słynny starożytny kompleks świątynny oddalony o pięć kilometrów od stolicy. Monumentalna budowla antyczna zajmuje aż trzy tarasy i wznosi wysoko ku niebu. Z najwyższego poziomu zwiedzający podziwiać mogą wspaniały panoramę wyspy i leżącego naprzeciw wybrzeża Azji Mniejszej.
Kontynuując naszą odkrywczą wyprawę udajemy się wysoko w góry, do małej wioski Zia. Wieje silny wiatr, górskie serpentyny są wąskie – lecz podróż opłaca się. Zia jest odzwierciedleniem starożytnej Grecji i niegdyś cieszyła się dobrobytem z uwagi na znajdująca się tu wodę. Dziś wioska utrzymuje się wyłącznie z turystyki, wszędzie pełno jest restauracji i sklepików pamiątkarskich – przed każdym domem znajduje się minimum jedno stoisko handlowe. Zia to również punkt wyjścia do dalszej wyprawy na szczyt Dikeos – największą na wyspie górę o wysokości 846 m. Na drogę w obie strony należy przeznaczyć kilka godzin, konieczny jest także porządny ekwipunek.
Na ratunek wiatrakom
Następnie kierujemy się na zachód. Kolejna stacja na naszej trasie to Pyli. To już nie wioska, lecz małe miasteczko, gdzie mieści się czterystuletnia, bogato zdobiona fontanna i grób antycznego herosa Harmylosa. Kolejne dziesięć kilometrów dzieli nas od Antimachii. W wiosce do dziś kręci się liczący sobie 250 lat wiatrak – niegdyś na tutejszej wyżynie stała ich ponad setka. Na wschód od wioski leży największa na wyspie warownia – zamek Antimachia, który podobnie jak Neratzia został zbudowany w XIII i XIV w. przez joannitów.
Na koniec udajemy się do leżącej na zachodzie wioski Kefalos, położonej na półwyspie Kefalos. Malownicza, rozmarzona idylla – tak jak wiele innych miejscowości na greckiej wsi. Warto obejrzeć znajdującą się tuż naprzeciwko wysepki Kastri bazylikę Agios Stefanos z epoki wczesnochrześcijańskiej. Na półwyspie Kefalos mieszczą się najpiękniejsze plaże wyspy i idealne tereny dla miłośników sportów wodnych, w szczególności dla zapalonych surferów.
Koniecznie dowiedz się o… Sirtaki
Nagle wszyscy ustawiają się w rzędzie, zakładają sobie ramiona na barki i zaczynają podrygiwać w takt muzyki. Uczestniczą w tym wszyscy, zacierają się granice wiekowe, tempo jest coraz szybsze, a roztańczona grupka zapomina o bożym świecie, gdy rozbrzmiewają dźwięki słynnego Sirtaki. Ten obrazek nieodłącznie kojarzy się z mieszkańcami Hellady, jak Grecy zwykli nazywać swą ojczyznę. Pomyśleć, iż jeszcze przed czterdziestoma laty nie istniał żaden narodowy taniec o nazwie Sirtaki – został on wynaleziony na potrzeby filmu „Grek Zorba”. Muzyka, która z biegiem lat stała się symbolem helleńskiego folkloru, jest dziełem kompozytora Mikisa Theodorakisa. Jedynie nazwa zakorzeniona jest w autentycznym folklorze i pochodzi od tańca zwanego Sirtos. „Sirtaki” oznacza tyle co „mały Sirtos”, a takowy istnieje na prawie każdej greckiej wyspie.
Grecki błękit
Skacząc po wyspach: Cyklady
W starożytności grecka grupa wysp układała się w kształcie pierścienia dookoła świętej wyspy Delos. Stąd tez pochodzi ich nazwa: Cyklady, czyli „pierścień wysp”.
Na pokładzie promu bądź zwrotnego katamaranu można szybko przemieszczać się z wyspy na wyspę. Kto rano wędrował po wyspie Naksos może już kilka godzin później surfować na Paros, następnego dnia bawić się na Mykonos, a wieczorem podziwiać krater wulkaniczny na Santorini. Na szczęście większość urlopowiczów ma nieco więcej czasu na zwiedzanie czterech popularnych wysp Archipelagu Cyklad.
Santorini – piękna wyspa na wulkanicznym kraterze
Stojąc na brzegu krateru, podziwiając panoramę stolicy Thira i zachwycając się widokiem sąsiednich wysp łatwo możemy zrozumieć przydomek, jaki Fenicjanie nadali wyspie: „Kalliste“, czyli „piękna“. Wieczorem, przy zachodzącym słońcu, niebiesko-biały krajobraz wyspy spowity jest paletą pastelowych barw – od delikatnego różu aż po nasycony fiolet. W takich momentach doprawdy nie ma na Ziemi lepszego miejsca na zrobienie niezapomnianych zdjęć.
Paros – surfing przy złocistej plaży
Paros, a dokładniej rzecz ujmując plaża Golden Beach na wschodnim wybrzeżu wyspy, to ulubione miejsce amatorów surfingu. Romantycy odnajdą na Paros najpiękniejszy port rybacki na wyspach, mieszczący się w Naoussa. Warto tu odwiedzić jeden z licznych nadmorskich lokali i spróbować świeżo złowionych owoców morza. Ponadto właśnie Paros oddaje idealne wyobrażenie o wszystkich wyspach Archipelagu Cyklad: w ogrodzie, jaki przylega do muzeum w Benetos Skiados, znajduje się 80 miniaturowych rekonstrukcji ważnych budowli a nawet całych dzielnic wiejskich, co stanowi przekrojową ekspozycje obrazującą charakter lokalnego światka.
Mykonos – taniec do białego rana
Witamy na wyspie niekończącej się zabawy! Paradise i Super-Paradise to obiecująco brzmiące nazwy plaż, przy których zawsze dzieje się coś ciekawego. Wieczór zaczyna się wspaniałym zachodem słońca, który doskonale podziwiać można z historycznej części miasta Mykonos – „małej Wenecji”. Z licznych tarasów plażowych roztacza się widok na domki, których balkony oparte na drewnianych wspornikach wznoszą się tuż ponad wodą. Zabawa w plażowych klubach „egejskiej Ibizy” trwa do białego rana. Około południa można już położyć się spać – o tej porze i tak jest tu najspokojniej.
Naksos – zapach morza i gór
Kto zatęskni za plażą i kąpielą w morzu podąża dalej, na wyspę Naksos – największą wyspę Cyklad, gdzie na turystów czekają długie piaszczyste plaże. Dookoła Pirgaki na odcinku ponad 20 km ciągną się połacie białego piasku. Także tereny położone w głębi lądu mają swój urok – pośród wzgórz wyżyny Tragea leżą stare górskie wioski. Wędrowcy podążający żwirowymi szlakami, przy których rosną drzewa oliwne i kaktusy, wdychać mogą upojną woń tymianku i lawendy.
Wyspa jak z pocztówki
Zeus powinien być zadowolony ze swego dzieła: Kreta, najbardziej wysunięta na południe wyspa Europy, zapiera dech w piersiach, a każda najdrobniejsza rysa na fasadach starych budowli tylko dodaje jej uroku.
Stelios ma zamknięte oczy i oddycha spokojnie. O tej porze śpi, jak większość rybaków w Loutro. Jego broda jest siwa, podobnie jak wystające spod niebieskiej czapki potargane kosmyki rzadkich włosów.
Niewielu spośród starszych rybaków wychodzi o tej porze ze swych domów, które idyllicznie komponują się ze skałami wyspy. Jest zbyt gorąco na jakąkolwiek pracę pod gołym niebem. Starsza kobieta z chustą na głowie siedzi w cieniu sosnowych drzew (które w dużej ilości rosną w dalszej części wioski) i wyplata rybacką sieć. W powietrzu czuć smak morza.
Południowy cypel Europy
Miejscowość rybacka Loutro leży na południowym zachodzie Krety, gdzie kąpielisk jest niewiele – Loutro stanowi wyjątek. Pośród urwisk wcinających się w turkusowa taflę wody kryją się zatoczki i piaszczyste plaże. Morze widziane stąd wydaje się rozciągać w nieskończoność.
Kreta to największa wyspa grecka i jednocześnie najbardziej wysunięta na południe wyspa Europy. Już w starożytności uchodziła za ojczyznę Zeusa, ojca wszelkich bogów i boga gościnności. Dziś Kreta łączy w sobie dawno zapomnianą przeszłość z teraźniejszością. Drzewka oliwne oplatają kamienne ruiny, które kryją w sobie ducha antyku.
Roślinność pośród księżycowego krajobrazu
Stromy szlak, który prowadzi ze spokojnej wioski pod górę, jest nieco uciążliwy do pokonania. Jednak patrząc w dół ze zbocza góry trzeba parę razy przetrzeć oczy ze zdumienia, aby upewnić się co do prawdziwości widzianego obrazka: nie, widok ukazujący się naszym oczom to nie pocztówka.
Jadąc dalej widzimy imponujące, porośnięte zielenią doliny. Ponad 50 dwutysięczników czyni z Krety niemalże księżycowy krajobraz, gdzie pomiędzy wzgórzami przepływa morze dzikich kwiatów. W okolicy rozmarzonej wioski rybackiej Chóra Sfakíon, często zwanej po prostu Sfakiá, znajduje się jedna z najsłynniejszych atrakcji Krety: wąwóz Samariá o długości 13 km, będący najdłuższym wąwozem Europy. W niektórych miejscach osobliwie ukształtowane skały niemalże pionowo wyrastają ku niebu. Wydaje się, że przytłumione światło powoli sączy się z góry wypełniając wąwóz. Cień, jaki dają skalne ściany, chłodzi wyposażonych w aparaty cyfrowe turystów, którzy zatrzymują się, aby wysypać z butów drobne kamyczki.
Zamknięte oczy
Po czterech godzinach grupa wędrowców dociera do małej wioski, gdzie tawerny już na wejściu do miejscowości kuszą orzeźwiającymi napojami. Starsi ludzie pozdrawiają przybyszów uprzejmie. Przed miejscowym sklepikiem pamiątkarskim w górę wyrasta jaskrawy hibiskus. Oprócz pamiątek wszelakiej maści sklep oferuje masę pocztówek, które nieprzebrane leżą tuż przed wejściem.
Poznajemy wiele znajomych motywów: porośnięte zielenią wzgórza Krety, ustronne zatoki, wąwóz Samariá. Jedna z widokówek przedstawia rybaka, który z zamkniętymi oczami samotnie siedzi przed swą chatką. Obrazek emanuje spokojem. Pocztówkowa idylla.

